10 sierpnia 2012

Amelija, SoaD, Dark Knight Rises i kolejny crush

/no to kolejno.

akt I
amelija (pisane specjalnie) & soad
kuzyneczka ze wsi.
tak to mogę ująć. rozwydrzony bachor wychowany tak,że jak tylko zobaczy auto ma uciekać do rowu (?)
poprzednie zdarzenia nauczyły mnie,że gdy tylko zobaczę ciocię Dankę idącą z Ameliją pod pachą mam uciekać i ratować tylu ilu się da. Niestety młody został przyuważony więc nie bacząc na pokrewieństwo po prostu odeszłam szybkim krokiem. Gdy zniknęłam z pola rażenia ''cudownego dziecka'' RZUCIŁAM się biegiem do pokoju. zdążyłam. przesłuchując płyty soad, modliłam się o cud w postaci.. już nie wiem, terminatora zbierającego małe dziewczynki?pedobeara (chociaż miłosz też byłby skazany-no cóż, na wojnie też są ofiary,nie?) a może nawet meteorytu celnie nakierowanego na to krzesło na którym siedzi mała matrona?
cud się nie zdarzył.  było gorzej. zapukała do mnie. a ja zauważyłam, że wszyscy jakimś trafem się ulotnili. no nic. pytam najbardziej obojętnym głosem. co? na to mała ze chce wejść. już. teraz! no dobra, wpuszczam ją i planuje zemstę na matce za podstęp. młoda pokręciła się i ujrzała co? płytę soad! no coż. raczej nie jej gatunek muzyczny ale jak chce to pokaże. no i pokazałam najbardziej brutal utwór jaki mogłam, uciekła z płaczem. HE HE JESTĘ SZATANĘ
no ale przynajmniej miałam spokój.

akt II
Mroczny Rycerz
ogólnie, batman był zawsze moim fave super bohaterem. już od ligi sprawiedliwych ogladanej jako mały bachorek. od x czasu (ulubione powiedzonko pani od polskiego z podstawówki :D) lubiłam zimnych i oschłych. no coż. każdy lubi co innego nie?
film trochę mnie zawiódł, niby są bajery, akcja ale dwa minusy to kadrowanie (mam uraz) i montaż. i jak zwykle happy end. nosz ku***! czy we wszystkich filmach zakończenie obdywa się na podstawie patatajania na jednorożcu ku zachodowi słońca? mógł już zginąć ten bruce  i byłby spokój a nie lata po paryżu jak pojeb szukajac alfreda( jak spojleruje to sory, przecież JESTĘ SZATANĘ).
aaaaaa, i kolejny crush! BANE! <33333333333333333 nbsp="nbsp" p="p">od dawna lubiłam hardy'ego ale to co zrobił  w TDKR  (ale jestem cwana ).. wow! aktor jak aktor, jego gra polega głownie na mimice. A Hardy dysponował tylko oczami. Mimo to dokładnie wiedziałeś co chce wyrazić. Zwłaszcza scena pożegnania z Mirandą! ooooo.. cudowna ta rozpacz w oczach :D
+ do crushu doliczamy także scenę walki z nietoperkiem i ciało :D






nie wiem dlaczego lubię umięśnionych facetów. to chyba mój fetysz. gapienie się na te mięśnie,
według mnie nie jestem żadną tam, przysłowiową blondi więc mogę sobie pozwolić na takie hobby ;)
aa, i kupiłam sobie nowe sunglasses (poliglotka^^) bo na stare usiadł mi miłosz -.-



focia z sprzed sekundy, SŁIT FOCIE SĄ ZAJEBISTE. nie cierpie siebie za to -.-


SEE YALL! <3 div="div">


2 komentarze: